Magia, humor i romantyczne szaleństwo sprawiły, że "Coppélia" od 140 lat nie schodzi z afiszy teatrów na całym świecie. Ten komiczny balet, oparty na muzyce Léo Delibesa, po raz pierwszy zaprezentowano w 1870 r. w Operze Paryskiej, w choreografii Arthura Saint-Léona. Wtedy to widzowie po raz pierwszy zobaczyli historię o mistrzu ożywiającym lalki i o tym, jak wyobraźnia miesza się z rzeczywistością. Od tamtej pory "Coppélia" stała się klasykiem gatunku, nieustannie inspirując choreografów do tworzenia własnych interpretacji.
Litweska inscenizacja Martynasa Rimeikisa wpisuje się w tę tradycję, jednocześnie oferując coś całkowicie świeżego. Spektakl zachowuje baśniowy pierwiastek oryginału, ale pogłębia psychologiczny wymiar opowieści. Kompozytor Jievaras Jasinskis stworzył nowe, niepokojąco piękne opracowanie muzyki Delibesa, podkreślające przenikanie się snu i jawy, prawdy i iluzji, człowieka i mechanicznej kukły. To język, który świetnie oddaje klimat współczesnej reinterpretacji.
Podstawą libretta "Coppélii" było opowiadanie E.T.A. Hoffmanna "Piaskun", a litewska produkcja pozostaje temu źródłu wyjątkowo wierna. Rozwija losy znanych bohaterów — Coppeliusa, Nathanaëla, Clary i tytułowej Coppélii — prowadząc ich w głąb podświadomości. Rimeikis akcentuje zderzenie świata realnego z fantastycznym oraz motywy, które w XXI w. wybrzmiewają jeszcze mocniej: kruchość tożsamości, lęki i traumy, ale też pragnienie stworzenia idealnej, niedoścignionej formy piękna. To tęsknota, której ulega zarówno wynalazca Coppelius, jak i Nathanaël — i którą doskonale rozumiemy również dzisiaj.
Spektakl, zarejestrowany 5 grudnia 2025 r. w Litewskim Narodowym Teatrze Opery i Baletu, jest nie tylko hołdem dla klasyki, ale też świadectwem, że baśń o lalce, która wydawała się żywa, wciąż idealnie odbija nasze własne marzenia i niepokoje. "Coppélia" w tej odsłonie to opowieść o pięknie, które przyciąga jak magnes — niezależnie od epoki.